wtorek, 15 października 2013

Rozdział 1.

Wreszcie pierwszy rozdział, proszę o komentarze. Nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział.
                                                          Katerina

Październik.


             Damen obudził mnie  o szóstej rano żebym się nie spóźniła do szkoły. W ogóle nie rozumiałam po co mnie tam wysyłał skoro to  tutaj w domu uczyłam się najważniejszych rzeczy. Teraz  musiałam przeżyć dzień w szkole. Szłam rozmyślając co dzisiaj mam ochotę ćwiczyć gdy usłyszałam :
             - Tee... Odmieniec wracasz z Czarnej Mszy ?! - zatrzymałam się raptownie i odwróciłam ze złością. Tylko jedna osoba miała na tyle odwagi, żeby mi dokuczać. - Widziałem Cię w sobotę jak szłaś w stronę domu tego obłąkanego menela - widać dzisiaj to Ja miałam być jego ofiarą.
             - Odczep się - powiedziałam starając stłumić swoją złość. Gdybym teraz się na niego rzuciła byłoby po mnie.
             - O proszę, heh.... To coś potrafi mówić! - powiedział na co jego towarzysze wybuchli śmiechem.
             Wściekła odwróciłam się i poszłam w stronę klasy. Włożyłam słuchawki i puściłam muzykę na fula, żeby chociaż trochę się uspokoić. Weszłam i usiadłam w ostatniej ławce.
             Nie pierwszy raz ktoś mi dokuczał, ale ten chłopak był śmielszy niż reszta. Nawet nie wiedziałam jak się nazywa! To mnie najbardziej denerwowało. Co z tego, że widział jak szłam do Damena. Przecież tam mieszkałam. Wszyscy o tym wiedzieli i nie robili z tego powodu problemów. Nie miałam rodziców, owszem zostałam adoptowana, ale Ci tak zwani "rodzice" raczej mną się nie przejmowali. Kiedyś powiedziałam, że będe mieszkała u Damena, a oni po prostu się zgodzili. Tak było lepiej.
             Lekcja mijała mi na rozmyślaniach. Pod koniec na mojej ławce wylądowała złożona karteczka. Spojrzałam po klasie. Kiedy mój wzrok skrzyżował się ze wzrokiem chłopaka, który mnie zaczepiał, ten tylko uśmiechnął się i wskazał głową kartkę. Jego uśmiech nie był miły, raczej szyderczy z nutką czystego zła. Nawet nie wiedziałam, że chodzę z nim do klasy! Musze się dowiedzieć jak się nazywa. Mój wzrok spadł spowrotem na karteczkę. Rzadko kiedy się boje i akurat teraz bałam się otworzyć tą małą niewinnie, wyglądającą karteczkę. Przezwyciężyłam strach mimo iż wiedziałam, że moje przeczucie wampira półkrwi nigdy się nie myliło.
             Ostrożnie otworzyłam złożoną kartkę.

                                     "Uważaj gdzie się włuczysz

                                                     ODMIEŃCU

                               to może źle się dla Ciebie skończyć"

             Treść kartki mnie zdziwiła. Z jednej strony groźba z drugiej ostrzeżenie. Przynajmniej tak to odbierałam. Mimo że moje przeczucie nigdy się nie myliło i wiedziałam, że wyniknie z tego coś bardzo złego, ale się tego nie bałam. Taka po prostu byłam. Nie bałam się niczego. Nawet śmierci. Dla moich wrogów to ja byłam wyrokiem.
             Schowałam kartkę do kiszeni. Musze ją pokazać Damenowi i spytać co o tym myśli. Dzień mijał wyjątkowo wolno. Wolałabym już ćwiczyć. Kiedy wreszcie zadzwonił dzwonek kończący lekcje, wręcz wybiegłam z klasy. 
             Skierowałam swoje kroki w stronę domu Damena. Był to dwu poziomowy budynek, który z zewnątrz stwarzał wrażenie zaniedbanej rudery, w środku był wyposażony w najnowszy sprzęt. Nie było co oszczędzać kasy na broń i podobne rzeczy.  Na pierwszym piętrze były pokoje : mój połączony z osobną łazienką, Damena i jeszcze trzech wilkołaków. Na parterze była kuchnia, łazienka chłopaków, jadalnia, biblioteka, duży pokój, w którym zbieraliśmy się robić imprezy, wygłupiać jak mieliśmy czas, oglądać TV i różne podobne rzeczy. Z dużego pokoju było wyjście na drugą stronę domu na tak zwaną "polane", która była przekształcona w poligon. Były jeszcze dwa poziomy pod ziemią. Na pierwszym była zbrojownia. Znajdowała się tam cała broń od pistoletów przez miecze, drewniane kołki, srebrne kule po nunczako, kusze i inne starożytne wręcz bronie w świetnym stanie. Raz w tygodniu wszyscy tu przychodziliśmy i sprawdzaliśmy stan broni, ostrzyliśmy miecze, oliwiliśmy i w ogóle po to żeby broń była sprawna i nie zawiodła na misji. Na drugim piętrze pod ziemią była siłownia. Ze szkoły do Damena miałam 2 km. W sumie nie daleko, ale mimo wszystko.
             Weszłam do domu. Bo tak w sumie to był dom nas wszystkich czyli 5 lokatorów. Przyzwyczaiłam się, że muszę mieszkać z facetami (rodziców miałam, ale u nich w domu rzadko kiedy bywałam a im to nie przeszkadzało, ważne że kasę z opieki za mnie dostawali). Tymi pięcioma lokatorami byli : Damen, Shan, Jeremy, Michael i ja - Karmen.
             Gdy weszłam usłyszałam śmiechy i krzyki dobiegające z dużego pokoju. Pewnie znowu grali na konsoli. Rzuciłam torbę na ziemie i krzyknęłam :
- Wróciłam !! - poszłam do kuchni po coś do picia w lodówce znalazłam sok i nalałam sobie do szklanki. Na moje przywitanie nikt nie odpowiedział, musieli być strasznie zajęci. Skierowałam swoje kroki do dużego i tak jak sądziłam byli zajęci graniem, a tak naprawdę to Shan i Michael grał a reszta im dopingowała. Nawet Damen.  Był najstarszy z nas wszystkich gdyż był nauczycielem a my tylko uczniami. Oparłam się o framugę drzwi i powiedziałam z wyrzutem :
- Gracie beze mnie ?
- O Karmen już jesteś - powiedział Damen
- Hej śliczna !! - zawałał Jeremy
- Tak już jestem. Musimy pogadać - powiedziałam do Damena, a na Jeremiego spojrzałam z politowaniem.
- Okeej. 
- Chodź do kuchni.
             Przeszliśmy do kuchni oparłam się o blat. Od razu przeszłam do sprawy.
- Dostałam dzisiaj taką karteczkę - podałam mu ją, a on przeczytał.
- Co w tym dziwnego?
- Brzmi jak groźba i jednocześnie ostrzeżenie. Dostałam to od chłopaka, którego nie znam a chodzę z nim do klasy. Dokuczał mi dzisiaj, powiedział coś w rodzaju :"Widziałem że szłaś w stronę domu tego obłąkanego." a potem dał tą karteczkę. Mam przeczucie, że wiąże się z tym coś złego.
             Damen od razu na mnie spojrzał i zrobił się bardziej poważny jak dotąd traktował to jako nie winną karteczkę, teraz całkowicie zmienił o niej zdanie.
- Jesteś pewna?
- W 100% moje przeczucie nigdy się nie myli. Będziemy mieli problemy z tym chłopakiem i z tym o czym on wie.
             Z salonu dobiegły nas krzyki radości i śmiechy, nieświadomych niebezpieczeństwa chłopaków. Trzeba będzie im powiedzieć.
- Jak to co wie ? Sugerujesz, że jest z Łowców ?
             Łowcy to odwieczni wrogowie Demonów. Mimo, że mamy mroczną nazwę to stoimy po stronie dobra. Ja i wszyscy chłopacy byliśmy uczniami Demonów. Oprócz Damena on był nauczycielem czy może raczej trenerem. Łowcy natomiast byli tymi złymi. Ściągali na swoją stronę wszystkich nadprzyrodzonych. My z nimi walczyliśmy. My ich zabijaliśmy. Łowcą wydawało się że mają przed sobą jakiś mały pseudo zakon, który nie wie o co chodzi w wojnie. Tu się mylił. Demon był jednym wielkim zakonem, który miał swoje siedziby na całym świecie. Dobrze zorganizowany i wyszkolony na wszelkie ewentualności. Dowodziło nim pięciu wampirów i wampirzyc półkrwi. Byłabym szósta gdybym się zgodziła, ale powiedziałam, że chce walczyć tak jak każdy  żołnierz w zakonie. I dlatego byłam tu w małym miasteczku Blood i szkoliłam się. Półkrwiści rządzili dlatego, że mieli dziwne moce tak jak ja na przykład przeczucie nawet zdarzało mi się miewać wizje, ale także byliśmy silniejsi, szybsi, nie musieliśmy po określonym czasie schodzić ze słońca, srebro nic nam nie robiło tak samo kołki, zadziwiająco szybko się leczyliśmy. Byłam niezłym kąskiem dla Łowców. Chcieli mnie albo zabić albo porwać i przeciągnąć na swoją stronę.
- Możliwe. Nie wiem. Miał taki dziwny wyraz oczu, może to być zwykły człowiek tylko że pętany - opętanie to była najgorsza rzecz jaka mogła się zdarzyć człowiekowi czy każdemu innemu stworzeniu.
- Idę po chłopaków zaczynamy trening.
- Co dzisiaj ? - spytałam jeszcze.
- Miecze. Coś ostatnio nie dają sobie z nimi rady - uśmiechnął się do mnie. Fajnie będę mogła trochę po pastwić się nad chłopakami. Ciekawe czy się przemienią..
              Weszłam na górę i skierowałam się do swojego pokoju przebrać. Mój pokój był pomalowany na ciemny fiolet, sufit był czarny. Na środku stało wielkie łóżko z baldachimem, pościel była z czarnej satyny, mnóstwo poduszek w takim samym kolorze. Można by pomyśleć że pokój był ponury ale wszystkie meble były biało-czarne co rozjaśniało go trochę. Wielka szafa na całą ścianę kryła w sobie nie tylko ubrania, ale i broń. Wszystkie ubrania były czarne i wygodne, na drugiej ścianie było okno wielkie na nią całą z widokiem na poligon. Wzięłam czarną bokserkę i legginsy i byłam gotowa na trening. Jeszcze tylko spięłam włosy w kucyk i szybko spojrzałam do lustra i zbiegłam na dół do siłowni.

1 komentarz: